2010

2010.12.08 - Czy chcemy być oświeceni?

 

Oświecenie Siddharthy

Siddhartha osiągnął już tak wiele pod opieką dwóch najsławniejszych mistrzów w tym kraju, a wciąż drążył go podstawowy problem – jak uwolnić się od cierpienia. Zrozumiał, że nie nauczy się wiele więcej od innych mistrzów; zrozumiał, że musi szukać drogi oświecenia samodzielnie.

Idąc wśród pól ryżowych, przekraczając potoki i błotniste laguny, doszedł do rzeki Nerandżara – i postanowił tu zostać, dopóki nie osiągnie oświecenia.

Przypomniał sobie ascetów, którym mówił, że umartwianie ciała tylko zwiększa cierpienie, którego świat i tak jest pełen. Teraz jednak rozważył ich postępowanie jeszcze raz i pomyślał: „Nie można uzyskać ognia z mokrego drewna. Z ciałem jest tak samo. Jeśli fizyczne pragnienia nie są ujarzmione, serce nie osiągnie oświecenia. Aby oswobodzić się, będę praktykował samoumartwienie”.

I tak mnich Gautama rozpoczął okres skrajnej ascezy. Jadł tylko to, że znalazł w lesie. Medytował nocą w miejscach, gdzie strach jeżył włosy na głowie. Po sześciu miesiącach jego ciało przypominało skórę zawieszoną na kościach - a wciąż nie miał poczucia, że zbliża się do celu.

Pewnego dnia, podczas medytacji na cmentarzu, jego ciało przeszedł dreszcz - i zrozumiał, jak mylna była droga samoumartwienia.

Słońce właśnie wstało, a lekki wietrzyk owiewał jego ciało. Siedząc w blasku słońca, muskany wiatrem, doświadczał takiej lekkości umysłu, jak nigdy przedtem. Zrozumiał, że ciało i umysł są niepodzielną rzeczywistością. Pokój i harmonia ciała są ściśle związane z pokojem i harmonią umysłu. Maltretowanie ciała jest maltretowaniem umysłu.

Zapytał siebie: „Dlaczego mam podążać za tradycjami, utrwalonymi w pismach? Dlaczego bać się radości, którą niesie medytacja? Taka radość nie ma przecież nic wspólnego z pięcioma pożądaniami, zagradzającymi drogę ku oświeceniu. Przeciwnie, radość medytacji może karmić ciało i umysł i dawać siłę do wędrowania ku oświeceniu”.

Mnich Gautama postanowił odzyskać zdrowie. „Mogę już jutro pójść do wsi i prosić o pokarm. Mogę być swoim własnym nauczycielem, niezależnym od nauk kogokolwiek innego”. Uszczęśliwiony swoją decyzją wyciągnął się na ziemi i spokojnie zanurzył we śnie – a nad nim ukazał się Księżyc w pełni na tle roziskrzonej Drogi Mlecznej.

Następnego ranka obudził go śpiew ptaków. Wszedł do rzeki i poddał się orzeźwiającemu chłodowi wody. Cieszył się, czując jak opływa ona jego ciało i witał te odczucia nowym stanem umysłu. Potem wyszedł z trudem na brzeg rzeki i długo kontemplował wznoszące się Słońce. Powoli wstał i skierował się ku wiosce, ale niedługo potem poczuł, że opuszczają go siły i osunął się na ziemię.

Leżał długo bez czucia, aż znalazła go trzynastoletnia Sudżata, wysłana przez matkę z ofiarami dla bóstw leśnych – mlekiem ryżowym, ciastkami i nasionami lotosu. Kiedy tylko zobaczyła na drodze nieprzytomnego, ledwo oddychającego pustelnika, przyklękła i przysunęła do jego ust czarkę z mlekiem. Ocknął się, ledwo krople mleka zwilżyły jego język i gardło. Poczuł odświeżającą moc mleka i powoli wypił całą czarkę. Po kilkunastu oddechach mógł już usiąść i poprosił Sudżatę o jeszcze jedną czarkę.

Porzucił chęć ucieczki od świata zjawisk. Jeden oddech, śpiew ptaka, liść, promień słońca – wszystko może służyć jako obiekt medytacji. Zaczynał widzieć, że klucz do oswobodzenia jest w każdym oddechu, każdym kroku, każdym kamyku na drodze.


Siedząc pod drzewem pippali, mnich Gautama skupił całą swoją ogromną siłę koncentracji, aby wejrzeć głęboko w swoje ciało. Widział każą jego komórkę jako kroplę wody w nieprzerwanym nurcie rzeki narodzin, istnienia i śmierci – i nie mógł znaleźć niczego, co pozostawałoby niezmienne, ani czegoś, co posiadałoby oddzielne ja.

I dostrzegł rzekę uczuć, splecioną z rzeką ciała, gdzie każde uczucie było kroplą wody. I te krople tańczyły w procesie narodzin, istnienia i śmierci. Niektóre uczucia były przyjemne, niektóre nieprzyjemne, inne neutralne – ale wszystkie były nietrwałe; pojawiały się i znikały - jak komórki ciała.

Potem Gautama zaczął odkrywać rzekę postrzegania, płynącą razem z rzekami ciała i uczuć. Krople wody w tej rzece mieszały się ze sobą i wpływały na siebie w procesie swoich narodzin, istnienia i śmierci. Jeśli czyjeś postrzeżenia były dokładne – rzeczywistość odsłaniała się z łatwością; jeśli postrzeżenia były błędne, rzeczywistość pozostawała zamglona. Ludzie byli zanurzeni w niekończącym się cierpieniu przez ich błędne postrzeganie: wierzyli, że trwałe jest to, co jest nietrwałe i osobne ja ma to, co go nie ma. Wierzyli, że rodzi się i umiera to, co się nie rodzi ani nie umiera; rozdzielali to, co jest niepodzielne.

A potem rozświetlił swoją uważnością lęk, gniew, nienawiść, arogancję, zazdrość, chciwość i niewiedzę - stany umysłu, będące źródłem cierpienia. Uważna świadomość rozbłysła w nim jak jasne słońce; rozświetlił nim istotę wszystkich stanów umysłu. Dostrzegł, że wszystkie niepożądane stany wyrastają z niewiedzy. Że są mrokiem – przeciwieństwem światła. Dostrzegł, że kluczem do oswobodzenia może być przebicie się przez mur niewiedzy, wniknięcie w istotę rzeczywistości i bezpośrednie jej doświadczanie.

Uśmiechnął się i spojrzał na liść pippali, rysujący się na tle błękitnego nieba i kołyszący się tak, jakby go przywoływał. Dostrzegł w nim obecność słońca i gwiazd – bez słońca, bez światła i ciepła liść nie mógłby istnieć. To jest tym, bo tamto jest tamtym. Choć zwykle myślimy, że liść narodził się wiosną, on był tu już bardzo długo - w świetle słońca, chmurach, drzewach i w sobie samym. Widząc, że liść nigdy się nie narodził, dostrzegł że on sam też nigdy się nie narodził. I liść, i on byli po prostu manifestacją, nigdy nie narodzeni i niezdolni do śmierci. Idee narodzin i śmierci rozpuściły się, a odkryły się prawdziwe twarze liścia i Gautamy. Dostrzegł, że obecność jakiegokolwiek zjawiska możliwa jest tylko dzięki istnieniu wszystkich innych zjawisk. Jedno istnieje we wszystkim, wszystko jest zawarte w jednym.

Oświetliwszy rzeki ciała, uczuć, postrzeżeń, tworów umysłu i świadomości Siddhartha zrozumiał, że nietrwałość i pustka oddzielnego ja są niezbędnymi warunkami życia. Bez nietrwałości i pustki oddzielnego ja nic nie może wzrastać ani rozwijać się. Jeśli ziarno ryżu nie miałoby natury nietrwałości i braku oddzielnego ja, nie mogłoby rozwinąć się w roślinę.

Nagle Gautamę opanowało głębokie przekonanie, że tej nocy może osiągnąć Wielkie Przebudzenie. Przypomniał sobie niezwykłe sny, które nawiedziły go poprzedniej nocy, sny zapowiadające, że Wielkie Przebudzenie jest na wyciągnięcie ręki.


Słońce już zaszło, Gautama szedł w medytacji brzegiem rzeki. Chwila, na którą czekał tak długo, była blisko. Drzwi Oświecenia zaczynały się uchylać. Siddhartha powoli usiadł w pozycji lotosu. Spojrzał na płynącą cicho rzekę i trawy, kołysane wiatrem na jej brzegach. Nocny las żył, choć panowała w nim cisza. Na łąkach cykały tysiące owadów. Siddhartha skierował swoją świadomość ku oddechowi i przymknął oczy. Na niebie pojawiła się gwiazda wieczorna.

Dzięki uważności jego umysł, ciało i oddech stały się doskonałą jednością. Praktyka uważności pozwoliła wzbudzić wielką moc koncentracji, której mógł teraz użyć do rozświetlenia świadomości umysłu i ciała. Wszedłszy w głęboką medytację, zaczął zauważać w swoim ciele obecność niezliczonych istot, właśnie w tej chwili.
Dostrzegł, że zrozumienie i miłość są jednym. Bez zrozumienia nie może być miłości. Aby kochać, trzeba najpierw zrozumieć – a więc zrozumienie jest kluczem do oswobodzenia. Aby osiągnąć czyste zrozumienie, trzeba żyć uważnie, dotykając życia w każdej chwili - widząc naprawdę to, co dzieje się w nas i poza nami. Uważność to ukryty skarb, prowadzący do oswobodzenia i oświecenia. Życie jest rozświetlane właściwym zrozumieniem, właściwymi myślami, właściwą mową, właściwym działaniem, właściwymi źródłami utrzymania, właściwym wysiłkiem, właściwą uważnością i właściwą koncentracją.

Chmury odeszły, odsłaniając księżyc i rozgwieżdżone niebo. Siddhartha poczuł, że więzienie, w którym tkwił przez tysiące żywotów rozpadło się, a niewiedza, która była tam strażnikiem - rozpłynęła się. Cierpienie narodzin, starości, choroby i śmierci czyniło mury więzienia jeszcze grubszymi. Jedyną rzeczą, którą trzeba było zrobić to zobaczyć strażnika i dostrzec jego prawdziwą twarz. Strażnikiem była niewiedza. Kiedy tylko odszedł, więzienie zniknęło i już nigdy się nie odbuduje.

Pustelnik Gautama uśmiechnął się i wyszeptał: „Strażniku, widzę cię teraz. Jak wiele żywotów trzymałeś mnie w więzieniu narodzin i śmierci... Ale teraz widzę jasno twoją twarz, i nie zbudujesz już nigdy żadnych wiezień wokół mnie”.

Siddhartha spojrzał w niebo i dostrzegł nad horyzontem gwiazdę poranną, migocącą jak diament. Widział ją tak wiele razy, ale tego ranka widział ją tak, jakby to było po raz pierwszy. Była tak olśniewająca, jak pełen szczęścia uśmiech Oświecenia. Siddhartha patrzył na nią i powodowany głębokim współczuciem, wykrzyknął: „Wszystkie istoty noszą w sobie ziarna Oświecenia, a wciąż toniemy w oceanie narodzin i śmierci poprzez tysiące żywotów!”.

Oświecenie Buddy


Wiedział, że odnalazł Wielką Drogę. Osiągnął swój cel i teraz jego serce doświadczało doskonałego pokoju i lekkości.

Widział w świetle poranka barwy kwiatów, rosnących w trawie na brzegu rzeki. Słońce tańczyło na liściach i skrzyło na falach. Ból odszedł. Odsłoniły się wszystkie wspaniałości życia. Wszystko wyglądało jako nowe. Jak cudowny był błękit nieba i płynące po nim białe chmury! Czuł się tak, jakby on i cały Wszechświat zostali stworzeni na nowo.

Rzeka, niebo, księżyc i gwiazdy, góry, lasy, każde źdźbło trawy, każdy pyłek przekształciły się dla Siddharthy. Wiedział, że długie lata poszukiwań Drogi nie poszły na marne. To właśnie dzięki próbom i trudnościom odnalazł Drogę we własnym sercu.

Każda istota ma w sobie serce oświecenia. Jego ziarna są w każdym. Istoty żywe nie muszą szukać oświecenia poza sobą, bo cała wiedza i siła wszechświata już w nich są.

 


Fragmenty “Old Path, White Clouds”, Thich Nhat Hanh. Wybór - JM